DYSKRETNA WOLNOŚĆ TRICKSTERA




404 error. Page not found.

Zniknąłem już tyle zdań, które miały stanowić początek... Dookoła tylko jakieś aksjomaciki, a priori pierdolonka, normatywne hochsztaplerstwo... Nigdy nie musisz się nikomu z niczego tłumaczyć a twój mózg to jedyna wolna przestrzeń. Bieliznę papieru można czasem zbrukać śluzem homeostatycznym dla zabawy ale traktować cokolwiek poważnie to bardzo faszystowska, arbitralna aktywność mentalna. Po co się tak unieszczęśliwiać, nie wiem. Szokują dziecinne pragnienia kontroli wszystkiego i ten lęk zaszczepiony przed każdym spontanicznym ruchem. Na papierze. Proszę zrozumieć. Jestem przeciwko. Nie godzim się. Niech się tylko czasem nawarstwi znaczonek i znaczków. Nawet to coś miało tyle tytułów, które są równie ważne... Neuroróżnorodność i zawiłe myślokształty przyjemnie animują nieustannie dyskutujące awatarowe hologramy. W zlewie kumulują się naczynka, samochodoza smoguje i smaga, gdzieś tam w Toruniu Michio Kaku, kilkadziesiąt kilometrów na wschód jeszcze karłowata dyktaturka. Nawet załapałem się na jakieś rekordy temperaturowe za oknem mimo popołudniowego wstanięcia, zwleczki z sennej ucieczki, słońce nagrzewa szyby balkonu, herbata i zioła sączą się, rodzynki i oliwki pieszczą w buziu. Niemniej jednak to nie dobrobyt i dalej ma się ochotę uciekać na zachód. Rozpatruję, planuję ale kwoty umożliwiające wyjście z ekonomicznej grawitacji tego zjebanego kraju ciągle nie mogą się odłożyć na koncie. Paranoja każe myśleć, że to specjalnie tak rozplanowane odgórnie. Niewolnicy nie mogą poruszać się swobodnie. Skazani na swoje zagrody. Skazani na swoje etykiety. Nasz los jest boleśnie przewidywalny. Więc karmię się jazzem, improwizowanymi kawałkami rysunku, spacerami, wizjami przyszłości żeby czuć wiatr w wypadających włosach. Z wiekiem jakieś sztywniejsze wszystko więc trzeba się nawilżać gęstymi formami bo co może dać większe stopnie swobody jak nie formy. Szukam w wyobraźni kształtów i choć często mam wrażenie, że możliwe jest wszystko łapię się na powtarzalnościach. Gdyby tak dało się zasejwować każdy bit tego hulaszczego konstruowania nie byłoby większości problematycznych niekonsekwencji. Żeby wybić się z kolein trzeba ruletek i holowników... Szkice, no bo na konkrety nie ma środków. Papier ale papier jest tylko po to żeby wyciskać te wągry mózgowe. Ten syf ostatecznie jest w głowie. Czy papier, czy patykiem na piasku to nie ma znaczenia. Medytacyjka niemal dzień w dzień też. Jak najbardziej uświadamia jak niedorzeczną jestem kreaturą. Pieszczę tego potwora. Takie bonobo zamknięte w ciele schorowanego goryla czy może właśnie wyrak skrzyżowany z surykatką. Zwierze. Notatki na marginesach pęcznieją. O ironio nigdy do nich nie wracam bo przecież nie piszę doktoratu o A.I., longevity czy neuroscience. Po prostu poniewierają się te karteczki, czasami je przyszpilę i pamiętam, to, co wzbudza jakieś lekkie tchnienie w ten ogólny brak konkretów. Jest pisanie na niepamiętanie i ta niby podświadomość, z której to wyskakuje autystycznie. Jebałby to. Najgorzej, że zupełnie nie wiem czy się golić czy nie. Po co to golenie właściwie. Włosy w jedzeniu są wtedy na pewno moje. Jak tu się promować z takim zaciskaniem dupasa. To ciągłe siedzenie. W sztukach wszyscy tacy spięci są. Ta agresja jakaś taka jak jakiegoś głodnego lisa. Wścieklizna taka z frustry takiej, którą podszyte jest to całe tępe maczo politykowanie. Rób sobie, co chcesz na papierze. Kurwa. Nie matkuj , nie ojcuj. Zostaw to kurwa niech se robi. Ja prdl. Źle Ci? Takie aspekty neuronauki, wglądy i szybowanie w przepaściach. Jakoś dużo Erica Dolphy’ego. Niebanalnie. Poszedłbym na wystawę ale taki pewnik niemal, że to sterowane cwaniactwo, że niewola. Jakbym miał dyskutować z tymi wszystkimi mainstreamami to czasu by nie starczyło. Kultywują stresy. W czepku urodzeni z pieniędzy. Chomsky też mnie nastraja dobrze. Trochę Żiżek. Groteskowy ale przez to bliżej jakby. Ogólnie średnio widzę rzeczy jak wychodzą poza mózg, poza ciało, poza fizykę. Im złożeńsze tym bardziej nie wiem. Są tacy co udają, że to proste. Kupuję książkę o chaosie i się okazuje, że ona jest z lat 90-tych i się zastanawiam po co takie starocie wydawać. Ale przeczytam. Kiedyś. Dużo neuroscienców. Jakieś badania. Jak ktoś może sugerować, że psychologicznie jednoznaczne wnioski wyciągnął? Także raczej pozostaję przy neuronach. Zresztą i tak zawsze wyskakuje ten Laplace. Także idę i próbuję. Wyobrażam sobie ulice Londynu, że po nich jeżdżę na rowerze lub chodzę i że mam pieniądze i że chodzę tam na wystawy z jakąś fajną dupą. I ona coś mówi. A ja się śmieję. Że siedzę w jakichś kawiarniach i sobie rysuję nie śpiesząc się zupełnie. Słońce wali po wszystkim rzeźbiąc wyraźnie. Ta gęstość mnie nie męczy. Słyszę, że na ulicy gra Miguel Montalban. Skubany. Żeby tylko nie te skrzynki z ziemniakami. Mogę kawę komuś nosić w Pret A Manger albo Nero. Jak nie złapać doła, że nikt nie chce mi dać kasy za robienie tego, co uwielbiam robić. Ponad dwadzieścia lat napierdalania tego a i tak wolą jak przenoszę ciężkie przedmioty. Przecież pójdę za ciosem. To jasne. Bo jakaś skrzynka mi palce upierdoli, kuchnia sparzy i nikt zadowolony w tym układzie nie będzie. Widzę to wszystko. Ruch to jest coś co muszę sobie narzucać. Najchętniej patrzyłbym w ścianę cały czas a w mojej głowie i tak wyświetlałyby się te miksy science-fiction z retro awangardowymi flahbackami. Komedie cyberpunkowe ale bez tego chujowego drewna antycznych sztywnych kształtów i kiczowatych trybików zegarowych. Plastikowe lepiej, syntetyczne materiały, kóre same ewoluują w laboratoriach dostosowując się do naszych potrzeb, wyselekcjonowane nienaturalnie. Czytanie w myślach. Darmowe wczasy. Notatki na papierze mam takie bardziej liniowe i mniej chaotyczne. Ale co ja mogę. Dokumentuję nawet nieistotne rzeczy. Żeby był dowód, że cokolwiek się działo. Że mnie nie ewaporowali, że im się nie udało mnie uciszyć. Pisanie to najlepsza forma oporu. Nie ma z czym się zgadzać.


19.2.19

designed by Ratz