SŁOWNIK RATZA

Słownik ten będzie listą z najciekawszymi pojęciami-hasłami, które nieustannie do mnie wracają jako najbardziej fundamentalne dla mojej osobistej filozofii życiowej, dla mojej sztuki i mojego działania w ogóle. Pojęcia te są często definiowane przeze mnie, rozumiane nieco inaczej niż konwencjonalnie, stąd do każdego pojęcia przypisany będzie komentarz będący możliwie najbardziej syntetycznym wyjaśnieniem. Wiele z tych pojęć - konceptów stworzyłem sam na potrzeby opisu mojej aktywności twórczej i tym bardziej wymagają one wyjaśnień. To słowa kotwice, idee, które kształtują moje przekonania, które nie mijają z czasem pod wpływem doświadczeń, są to pojęcia - atraktory, do których ciągle grawituje mój model rzeczywistości. Zestaw tych pojęć to specyficzny dla mnie, subiektywny filtr, soczewka, pryzmat przez, który postrzegam problemy, starając się, rzecz jasna, nie być za bardzo do nich przywiązany, żeby zachować obiektywność, kiedy jest to przydatne.
Do tej części strony będę wielokrotnie wracał ciągle uściślając moje opisy... To kolejny tekst na tej stronie www, który będzie ulegał nieustannej modyfikacji, to plik otwarty, podobnie jak otwarty jest mój umysł na nowe informacje, które mogą pogłębić moje rozumienia świata i sztuki.

24.07.2022

0=∞ - to paradoksalne “równanie” zajęło mi wiele czasu kiedy miałem 18 lat (2000 rok) i kiedy nie wiedziałem do końca, co zrobić z takimi głębokimi wglądami, z czym wiązałaby się dłuższa historia, której tutaj nie opowiem.

Wyrażało ono dla mnie wtedy kilka rzeczy:

- ...że, z niczego powstaje coś...
Ten wgląd nie był tak głęboki jak wgląd Einsteina, który niemal zemdlał kiedy sobie uświadomił, że to fizycznie możliwe (przynajmniej tak głosi legenda). Nie miałem wtedy takiej wiedzy o fizyce. Nie wiedziałem wtedy nic o Diracu i wirtualnych cząstkach, czastkach powstających w próżni spontanicznie. (Książkę o wszechświecie powstającym z niczego napisał całkiem niedawno inny, współczesny fizyk Lawerence Krauss)...
To “równanie”, to symboliczne ujęcie mojego subiektywnego wglądu, mojego małego oświecenia, pojawiło się w mojej głowie mniej więcej wtedy kiedy uświadomiłem sobie, że nie da się skwantyfikować czasu, że miary czasu są arbitralnie zdefiniowane czyli, jednym słowem, że czas to kolejna iluzja...

- że, zero, niebyt, nicość jest tak paradoksalnym konceptem, że aż nieopisywalnym albo że próba jego opisu byłaby nieskończona...

- że, nieistniejące zero (nicość) jest tym samym co nieistniejąca nieskończoność.
Są to dwa koncepty, dwie idee, których nie możemy potwierdzić na bazie obserwacji. Nie da się udowodnić ani zaobserwować nicości, więc to jedynie idea,
oraz -możemy tylko spekulować, że wszechświat jest nieskończony... Więc uświadomiłem sobie wtedy, że matematyka nie jest fizyką, że jeśli chcemy mieć racjonalny ogląd rzeczywistości prawdopodobnie lepiej by dla nas było skupić się przede wszystkim na fizyce, bo nie musimy przejmować się wtedy paradoksami a możemy skupić się na praktycznych celach i konkretnych technologicznych osiągnięciach.

- że, umysł i subiektywność są nieopisywalne, czyli w pewnym sensie bezgraniczne, nieskończone. To był ten moment kiedy uświadamiłem sobie, jakby bardziej dobitnie, niż kiedykolwiek wcześniej, że dusza (subiektywność, teraz uważam słowo "dusza" za niepotrzebne bo fałszywe) to czysty koncept i że mamy do czynienia jedynie z fizyką (Już dawno wtedy byłem ateistą i realistą ale dualizm wdrukowany przez religijne wychowanie pozostawił pewne ślady, które wtedy zniknęły zupełnie).  Jednak jednostkowa, indywidualna świadmość to tak bogaty fizyczny fakt, że wydawała mi się wtedy aż nieopisywalna... Choć dalej myślę, że nasze subiektywne doświadczenie jest, w pewnym sensie, nieopisywalne, nie zmienia to faktu, że uważam, że możemy zredukować opis świadomości do opisu mózgu i ciała jej posiadacza - podobnie jak skończony jest opis automatu komórkowego ale rezultat jego działania może być w dużej mierze nieprzewidywalny/nieopisywalny
(https://www.wolframscience.com/nks/p677--the-rule-110-cellular-automaton/).
01.01.2023

01=E - kolejne “szalone” równanie, które pojawiło się w mojej głowie dokładnie 18 sierpnia 2010 roku... Odnotowane z dopiskiem “też klikam” (w końcu każde kliknięcie twojej myszki to najczystsza reprezentacja informacji! szalony ja ;))... Zanotowane jako część Bloga Rysunkowego Nr3 (https://lukeratz.com/blog_3.html)... Jak ktoś uważa je za ekstremalnie głupie może zacząć postrzegać je jako rysunek ;) Dla mnie znaczyło i znaczy ono, ni mniej ni więcej, że “informacja jest energią”. Być może lepiej byłoby to ująć w ten sposób “i=E” ale w tamten czas urzekło mnie odniesienie do bitów...
Ten dośc trywialny wgląd nie jest aż tak paradoksalny jak “0=∞” i wziął się z prostej intucji, którą można ilustrować przykładami z historii technologii np - informacja jak zrobić “koło” i “wóz” całkiem dosłownie oszczędza energię pracy twoich mięśni, kiedy próbujesz przenieść wiele ciężkich przedmiotów z jednego miejsca do innego... Dodajesz nieco więcej informacji, jak np instrukcję “jak udomowić konia” i całkiem dosłownie oszczędza ona nawet więcej energii, kiedy do wozu zaprzęgniesz konia... itd. aż po plan budowy elektrowni jądrowej... Gdyby potraktować to równanie jako prawdę z zakresu fizyki (można przywołać tutaj również eksperyment myślowy - tzw. Demona Maxwella), wydaje się, że pojawiłyby się różne paradoksy, choć wiem, że niektórzy fizycy, całkiem niedawno brali pod uwagę możliwość, że hipotetyczna ciemna materia, która stanowi “niewidzialną masę galatyk” może być “informacją”
(https://bigthink.com/hard-science/dark-matter-theory/) - czyli “the mass-energy-information equivalence principle”... Nie wiedziałem wtedy nic o takich szalonych pomysłach...
04.01.2023+21.01.2023

absolutna wolność słowa i ekspresji - jestem przekonany, że nikt nie ma prawa do ingerowania w to jak myślimy, bo jesteśmy niezależnymi, wolnymi podmiotami, a to jak myślimy może zamanifestować się jako “output”, produkt - słowo, obraz, gest itd., każda próba ograniczenia wolności ekspresji jest dla mnie próbą ograniczenia wolności myśli jednocześnie - bo czyż istnieje myśl, która jest niewyrażona, nieodnotowana, nieusłyszana etc.? (to pytanie zadaję pół żartem pół serio - dla mnie oczywiste jest, że niewyrażona myśl istnieje. Nie istnieje ona jedynie w społecznym wymiarze.)
Myślę, że to przekonanie, które zazwyczaj wyrażałem w dość radykalny i stanowczy sposób, zawsze budziło największy opór pośród moich znajomych bo pojawia się zawsze pytanie - co z faszystami, psychopatami itd., czy oni mogą wypowiadać się publicznie?
Bardzo przypomina mi to “problem aborcji” - jakiekolwiek masz zdanie na ten temat - regulacje prawne nie zmienią praktyk, które istniały od tysięcy lat - kobiety będą dokonywać aborcji niezależnie od tego jaką ktoś ma opinię na ten temat, podobnie życzeniowe myślenie, które sugerowałoby, zdroworozsądkowo, żeby odbierać możliwość wypowiadania się ludziom, którzy nie zgadzają się z naszą definicją etycznego, humanistycznego zachowania, nie zmieni faktu, że tacy ludzie będą zawsze myśleć to, co myślą i nie zmieni tego ustawa, prawo czy zakaz.
Moim głównym argumentem na rzecz dopuszczenia wszystkich do głosu jest natury analitycznej. Jeśli jakaś myśl rzeczywiście ma toksyczny potencjał bo jest fałszywa czy nieetyczna, powinniśmy być w stanie jako społeczność zwyczajnie dowieść w procesie dyskusji i argumentacji (Habermas, Tomasello, Mercier-Sperber etc) jej fałszywość czy nieetyczność. Jeśli jednak chcemy uczciwie dojść do porozumienia i prawdy, wyklucza to możliwość cenzurowania kogokolwiek.
Innym argumentem może być praktyczna niemożliwość odróżnienia ironii, subwersywności, żartu od faktycznych przekonań bez odwoływania się do intencji autora. Jako fan komedii (zwłaszcza stand-upu)! i miłośnik sztuki współczesnej rozumiem doskonale, że nie ma rzeczy, której nie można powiedzieć, bo literalne znaczenie zdania może nie mieć nic wspólnego z tym, co ktoś usiłuje wyrazić. (Sam np rysowałem swastyki, od zawsze będąc antyfaszystą. http://lukeratz.com/z_glowy_f_1997-2004/ratz_imagination_f_36.jpg - kto rozumie przekaz tego ja bardzo szanuję ;))...
Jeszcze inny argument, to fakt, że “fałszywa sygnalizacja” jest niestety normą. Ludzie kształtują wizerunki i przedstawiają się jako etyczni czy prawdomówni podczas gdy praktyka życia codziennego dowodzi, że nie przestrzegają zasad, które uznają za fundamentalne (najlepszym przykładem byłby Papież ukrywający pedofili)... Politycy kłamią i manipulują codziennie, wiedząc, że wielkie pieniądze, które zdefraudują uchronią ich od kary- dlatego jestem przekonany, że należy odseparować wyrażanie myśli i poglądy od praktyki życia codziennego. Dlatego myślę, że to, co wyrażane powinno być traktowane z głębokim dystansem, bo nigdy nie wiesz dokładnie czemu to ma służyć i jaki cel postawił sobie ktoś kto daną myśl wyraża.
Czy to znaczy, że uważam, że publiczne kłamanie, czy nakłanianie do nienawiści jest w porządku? Oczywiście, że nie uważam, żeby to było w porządku ale jestem przekonany, że lepiej wiedzieć, że ktoś ma takie poglądy, czy, że kłamie, niż nie wiedzieć. Lepiej znać myśli zanim zamienią się w czyny, bo można próbować je zmienić zanim sprowokują do działania.
Jeśli myślisz, że zaprzeczam sobie pisząc, że “należy próbować zmienić czyjeś myśli zanim sprowokują do działania” będąc przekonanym, że nie należy ingerować w czyjeś myślenie, mogę podać przykład praktyk religijnych - uważam, że to nie moja sprawa jakie ktoś ma przekonania czy wierzenia dopóki nie zaczyna zmuszać mnie do przestrzegania swoich religijnych rytuałów czy praktyk, bo wtedy sprawa robi się społeczna i wspólna i mam wtedy prawo a nawet może obowiązek podważać logikę czy koherencję poglądów osoby, która mnie do takowych praktyk zmusza. Podobnie kłamstwo, manipulacja i nienawiść są społecznie szkodliwe i uważam, że każda manifestacja takowych powinna być dyskutowana (nie cenzurowana!).
Można by napisać dużo więcej na ten temat, rokokowo i akademicko ozdabiając to garściami przykładów i cytatów ale całe szczęście nie jestem akademikiem i nic nie muszę ;)
07.04.2023

anarchizm - definiuję jako kompletnie nieuwarunkowane, wolne i niezależne myślenie. Nie jest to trywialne zadanie w społecznym świecie gdzie wszyscy chcą Cię przekonać do swojej racji. Jedynym gruntem do porozumienia w społecznym świecie jest nauka, czyli fakty i eksperymentalnie testowalne teorie, reszta to ideologiczna wojna, która nie wydaje się mieć, dla mnie, więcej sensu. Jako szczególnie zainteresowany epistemologią, od czasu liceum sympatyzowałem z postulowanym przez Paula Feyeabenda “anarchizmem teoriopoznawczym”. Nadal jestem jego fanem i uważam, że “anything goes” to najbardziej otwarta epistemologicznie postawa i że jego argumenty z “Przeciw Metodzie"- jak ten, że mogą istnieć teorie, na których eksperymentalne potwierdzenie lub obalenie możemy się nigdy nie doczekać i że pewnie muszą one pozostać “równorzędne” z innymi teoriami, które pozostają nieprzetestowane, są niezwykle cenne. Nie wydaje mi się, że możemy powiedzieć, że “metoda naukowa” jest czymś bardziej konkretnym od tego, że pewna grupa ludzi znajduje konsensus, porozumienie w pewnych fundamentalnych sprawach (konsensus to też kwestia niepisanej umowy - to paradygmat, czyli coś, co ostatecznie drukujemy w podręcznikach, niekoniecznie faktyczne wzajemne przyznanie sobie racji). Całej tej procedury dochodzenia do owego konsensusu nie jesteśmy jeszcze w stanie rozpisać na szereg algorytmicznych kroków bo ludzka kreatywność to ciągle zagadka, która, wierzę, że będzie rozwiązana kiedy uda nam się opisać jak działa ludzki mózg. Póki co “anything goes” wydaje mi się najlepiej oddaje charakter poznawczego wysiłku mającego na celu zrozumienie otaczającego nas świata. Jeśli moglibyśmy jednoznacznie powiedzieć czym jest metoda naukowa wiedzielibyśmy jak dochodzi się do wglądów pozwalających formułować równania w rodzaju E=mc^2 i wtedy moglibyśmy formułować tego typu równania automatycznie. Akceleracja w nauce jest faktem i istotne odkrycia naukowe mają miejsce praktycznie codziennie, nie znaczy to jednak, że możemy w sposób jednoznaczny odpowiedzieć na pytanie jak to się dzieje. Nie znaczy to, że jestem epistemologicznym misterianinem i że jestem przeświadczony, że nigdy nie zdefiniujemy precyzyjnie czym jest metoda naukowa. Podobnie nie jestem misterianinem w kwestii świadomości i jestem przekonany, że rozszyfrujemy zagadkę - jak to się dzieje, że mózg ma tak gruntowne przekonanie, że myśli, które on produkuje są wolne... Anarchizm to dla mnie po prostu wolność myśli.
Anarchizm na gruncie sztuki uważam za absolutny i fundamentalny - literalnie wszysto wolno w świecie reprezentacji. Możesz pisać, co chcesz, możesz malować, co chesz etc. W odróżnieniu od nauki, która ma za zadanie odkrywanie prawdy, sztuka może pozwolić sobie na wszelkiego rodzaju fałsz, paradoksy, brzydotę i wszelkiego innego rodzaju samowolę. Ma to ekstremalnie ważną poznawczo funkcję zabawy, która ekstremalnie uelastycznie myślenie.
20.08.2022

“ANTY” - Jestem przeciwko wielu zjawiskom, co najogólniej możnaby ująć pisząc, że jestem przeciwko-RZECZYWISTOŚCI. Jestem przeciwko temu jak się rzeczy mają w najbardziej ogólnym możliwym ujęciu, czyli jestem przeciwko faszyzmowi codziennej rzeczywistości, przeciw temu, że ludzie i inne czujące istoty umierają, przeciwko cierpieniu, przeciwko chorobom i niedogodnościom. Jestem bardzo szczęśliwym człowiekiem ale potrafię sobie wyobrazić, że istnieje wszechświat, w którym nasze indywidualne potrzeby są zaspokajane w stu procentach, cały czas a nie tylko niekiedy i częściowo, dlatego nie podoba mi się wszechświat, w którym przyszło mi się urodzić.
13.11.2022

anty-akademizm - nie ma wątpliwości, że akademia i oświeceniowe ideały przyczyniły się do rozwoju nauki i nie ma wątpliwości, że to otwarta debata jest sposobem na rozwiązywanie wielu społecznych, ludzkich problemów... Prawda jest dla mnie najwyższą wartością bo jest użyteczna, dlatego nie mam wątpliwości, że dialog, debaty są koniecznością... Występuję jednak przeciwko systemowi akademickiemu bo wyklucza on z debaty wszystkich tych, którzy podważają autorytet akademii. W naszej społecznej rzeczywistości, oficjalnie, nie istnieją nauka czy sztuka, które funkcjonują poza systemem akademickim... A z pewnością są one mniej widoczne. Wykluczeni zostają Ci, którzy nie mają ochoty uczestniczyć w istniejącym systemie edukacji. Współczesny system edukacji jest ekstremalnie mało elastyczny i niewrażliwy na różnice indywidualne, z ekonomicznymi włącznie... Jest niewrażliwy na kreatywność, odkrywczość - bo priorytetem jest przyswajanie wiedzy a nie jej generowanie, a już z pewnością nie jest dostosowany do świata globalnie zintegrowanego przez sieć internetową, w której każdy potencjalnie może dotrzeć do dowolnej informacji i potencjalnie każdy na własną rękę może się nauczyć tego, czego tylko zapragnie. Akademia w tym kontekście ciągle usilnie stara się zmonopolizować wiedzę tworząc różnego rodzaju bariery w dostępie do sprawdzonej wiedzy - płatne konferencje, płatne biblioteki i źródłowe materiały, wykłady jedynie dla studentów, wspierając w ten sposób niezdrowy kapitalistyczny system, w którym zamożnym jest zawsze łatwiej...
Akademicy nieustannie ignorują opinie ludzi spoza akademii, często nie dopuszczając nie-akademików do głosu, choćby nawet ci wykluczeni chcieli wejść w głębszą polemikę. Naukowcy czy artyści spoza akademii nie są w stanie czerpać korzyści ze swojej pracy bo nie mogą publikować czy być widoczni mogąc sprzedawać efekt swojej pracy i uczestnicząc w wolnym rynku idei...
Akademia jest upolityczniona. Akademie są instytucjami państwowymi, więc możemy sobie wyobrazić, że studenci, którzy nie myślą zgodnie z linią polityczną władz uczelni mogą doświadczać wielu problemów, łącznie z wydaleniem z uczelni... W ogóle hierarchiczna struktura współczesnego systemu akademickiego skazuje studentów na ciągłą psychologiczną grę z nauczycielami, bo nie liczy się jedynie twoja wiedza czy poziom rozumienia problemów ale to jak przebiega twoja interakcja z nauczycielem. Istnieją badania, które pokazują, że nie uczymy się od nauczycieli, za którymi nie przepadamy (https://larryferlazzo.edublogs.org/2019/11/01/
according-to-new-research-rita-pierson-was-more-right-than-not
-when-she-said-kids-dont-learn-from-people-they-dont-like/
) i przypuszczam, że działa to również w drugą stronę- nie nauczysz dobrze osoby, której nie lubisz... Tak więc najogólniej można nazwać problem “niemożliwością obiektywnej oceny”, bo nauczyciel nie jest w stanie odciąć się od ludzkich emocji, które budzi w nim student i vice versa. Jedyne rozwiązanie jakie przychodzi mi do głowy to egzaminy realizowane przez komputery, czy A.I...
Sama idea programu nauczania kojarzy mi się bardziej z propagandą polityczną niż z tym jak funkcjonuje ludzki mózgu i jego naturalna ciekawość, bo określanie czym jest to, co student powinien wiedzieć jest arbitralną i sztuczną kreacją, rodzajem dyktatury... W moim przekonaniu student powinien mieć możliwość studiowania tylko i wyłącznie na kursach, które go interesują...
Akademizm jest również przejawem niezrozumienia faktu, że to niezależność myślenia i głębokie krytyczne myślenie są źródłem innowacyjności, kreatywności i odkryć a nie grzeczne realizowanie programu, który szybko traci istotność w ekstremalnie szybko zmieniającym się świecie. Student, od samego początku, powinien być twórcą algorytmów a nie tylko konsumentem algorytmów... Jednak przede wszystkim myślę, że system akademicki nie powinien być reformowany bo każda zmiana to będzie jedynie kolejna metoda na homogenizowanie sposobów myślenia ale raczej sądzę, że przede wszystkim system akademicki i akademicy powinni stracić swój status bycia “wyrocznią”. Akademizm to nie jedyna metoda nabywania wiedzy i nie tylko akademicy dysponują istotnymi wglądami. “Anarchizm teoriopoznawczy”, który preferuję to przeświadczenie, że każdy mózg jest potencjalnie zdolny, do rozwiązywania złożonych problemów i odkrywania nowych prawd dotyczących rzeczywistości, dlatego nie uważam, aby akademicy zasługiwali na jakiś szczególny status w naszej kulturze. Prawda jest niezależna od instytucji.
08.05.2023

anty-estetyzm - nigdy nie interesowało mnie piękno w sztuce. Interesowała mnie warsztatowa elastyczność, dobry rysunek, który umożliwia narysowanie niemal wszystkiego, renesansowa wirtuozeria pozwalająca przedstawić dowolną scenę w realistyczny sposób a dopiero potem jakiekolwiek emocje czy historie, które dzięki tym umiejętnościom można w obrazach przekazać. Czyli raczej chodziło mi o wolność ekspresji, złożoność, którą można zilustrować a dopiero potem o wyrażanie treści czy o emocje, które może to wzbudzać. Piękno czy estetyka, która zadowalałaby kogokolwiek innego poza mną, nigdy nie były w centrum moich artystycznych zainteresowań i zmagań. “Estetyczny uniwersalizm gatunkowy”, jak bym to określił, “coś, co podoba się wszystkim ludziom” nie interesuje mnie bo ja chcę tworzyć rzeczy, których nigdy wcześniej nie widziałem. Coś zupełnie nowego nie podlega tego typu estetycznym ocenom, bo jakiż można mieć stosunek do zestawu kolorów, który nie występuje naturalnie w przyrodzie, do kreatury, której nikt nigdy nie widział na oczy, czy do kształtu obiektu zrobionego z materiału, który nie istnieje? To oczywiste, że dla większości będzie to coś, co wzbudza lęk lub niechęć choć jednocześnie poszerzy to dla kogoś spektrum możliwych do wyobrażenia form i zestawów kolorów... Debata o “złotym cięciu”, idealnych matematycznych proporcjach itd itp nie interesuje mnie specjalnie. To wolna eksploracja własnej wyobraźni i sposobu przedstawiania owej wyobraźni. Jeśli zrobiłem coś pięknego w swojej twórczej historii, jest to czysty przypadek, bo jedyne co chcę zilustrować to raczej “coś ciekawego”, “coś oryginalnego”, “coś złożonego”. Estetyczne wybory to opisywanie “estetycznego algorytmu”, którego używamy podejmując życiowe decyzje i ten algorytm działa na poziomie podświadomym, po prostu nie musimy za każdym razem tłumaczyć sobie i innym dlaczego wybraliśmy buty takie jakie wybraliśmy... Te wybory nie podlegają negocjacjom. To jest absolutna wolność ekspresji i wyboru.
10.03.2024

anty-kapitalizm - Pośród innych moich “pet-hates", pielęgnowanych niechęci, jest kapitalizm. Nie zamierzam tu przeprowadzać obszernej ekonomicznej krytyki choć mogę jedynie wskazać na niemożliwość określenia obiektywnej wartości w społecznym świecie... Inną irytującą mnie wadą kapitalizmu jest to, że kumulacja kapitału może umożliwić przejęcie władzy w demokratycznym państwie. Sam fakt posiadania pieniędzy może spowodować to, że wygrasz wybory bo stać Cię będzie na bardziej psychologicznie manipulatywną kampanię wyborczą, będziesz dysponował większą ilością billboardów, spotów reklamowych, reklam internetowych itp. niż twój mniej zamożny konkurent. Inne niebezpieczne konsekwencje kumulacji kapitału, to monopole i nieuczciwa rywalizacja. Pieniądze gwarantują ludziom widzialność i możliwość uczestniczenia w debacie publicznej, brak pieniędzy sprawia, że jesteś społecznie niewidzialny i twoje potrzeby nigdy nie zostaną zaspokojone lub twoje talenty nigdy nie zostaną docenione. Kapitalizm zwyczajnie pogłębia, wzmacnia i utrwala nierówności społeczne. Ta krytyka mogłaby być znacznie dłuższa i głębsza...
13.11.2022

anty-religijność - nie możemy oczekiwać tego, że nasze problemy typu np. globalne ocieplenie, starzenie się etc zostaną rozwiązane, jeśli będziemy nagradzać ludzi za brak racjonalizmu. Społeczności religijne poprzez tworzenie symbolicznej wirtualnej rzeczywistości, w której fałsz wyniesiony jest do rangi czegoś świętego, literalnie wdrukowują w mózgi swoich wyznawców nawyki poznawcze, które są destrukcyjne. Fałsz, iluzja czy ułuda nigdy nie rozwiązują żadnych problemów. Oczywiście nikt otwarcie nie zmusza mnie do praktykowania żadnej religii i właściwie nie przejmowałbym się tym, że ktoś decyduje się żyć w wirtualnej rzeczywistości swojego wyznania, gdybym nie obserwował tego jak np Kościół Katolicki wpływa na polityczne decyzje na świecie i gdybym nie wiedział jak wielkie pieniądze rokrocznie wysysa on z kieszeni podatników jedynie po to by rozpowszechniać poznawczo szkodliwe memy religijne. Wiedząc jednak jak wielką szkodę stanowi dezinformacja, stanowczo nie zgadzam się na to aby ktokolwiek zmuszał mnie do finansowania z płaconych przeze mnie podatków wysiłków rozprzestrzeniania dezinformacji.
10.12.2023

anty-tożsamość - nie ma nic bardziej blokującego i usztywniającego myślenie niż zbudowana i utrwalona tożsamość. Jest to pułapka dla wyobraźni i mentalna zagroda. Nie znaczy to, że nie ma rzeczy, pojęć i zjawisk, których nie preferuję bardziej lub mniej, że nie mam ściśle określonych preferencji, gustów i ulubionych aktywności. Mój mózg doskonale wie, jaki typ kobiet lubię, co lubię jeść, jakie książki czytać i jakiej muzyki słuchać. Jednak nigdy nie powiem "nie” na nowe doświadczenia, które mogą wzbogacić moje mentalne reprezentacje. Jestem zazwyczaj zdumiony i rozczarowany tym jak zamknięci są ludzie, jak usilnie starają się nie dopuścić do siebie żadnej informacji, która nie pochodzi od nich samych. Jakby zupełnie nieważne było jaka jest rzeczywistość dookoła i jak ją postrzegają inni. Wydaje mi się, że silne tożsamości religijne, narodowe, kulturowe są głównie odpowiedzialne za takie poznawcze usztywnienia. Myślę, że budowanie fałszywych lub zniewalających tożsamości to bardzo niebezpieczna praktyka manipulacji, ponieważ to właśnie silne utożsamianie się z czymś sprawia, że zamykamy się na wszystko to, co wytrąca nas z roli, z którą się utożsamiamy. To odpowiednik plemiennego sposobu myślenia, które odrzuca wszystkich spoza grupy ludzi, których nauczyliśmy się akceptować bez możliwości poznania ich perspektywy i wglądów. Choć oczywiście bardzo użyteczne jest by konsekwentnie dążyć do celów, które z tożsamością są związane, bycie zamkniętym na nowe informacje, aktywności , na nowe oferty pracy, nowe miejsca zamieszkania czy nowych partnerów może zdecydowanie pogorszyć jakość naszego życia. Sam jako osoba wysoce lękowa musiałem się długo uczyć otwartości i dużo czasu zajęło mi uświadomienie sobie, że proces nauki nigdy nie może zakończyć się ostatecznym oświeceniem. Nie ma czegoś takiego jak ostateczne zrozumienie czym jest świat, rzeczywistość czy ludzka natura. Mentalne modele tych zjawisk są zawsze bardziej ograniczone niż złożoność tych zjawisk, dlatego nie ma również czegoś takiego jak niezmienne “ja”.
20.04.2024

anty-trybalizm - najwyższą wartością jest dla mnie prawda i to powoduje, że automatycznie staję się anty-trybalistą ponieważ plemienność zakłada przede wszystkim lojalność i wierność grupie. Jeśli lider takowej grupy kłamie i nie obchodzą go dochodzenia prawdziwościowe, zazwyczaj lojalni mu współtowarzysze będą również próbowali kłamać by podtrzymać spójność grupy. Tego rodzaju zjawiska obserwujemy na codzień w grupach i stowarzyszeniach religijnych, politycznych ale nawet w społecznościach naukowych, gdzie spory wychodzą daleko poza eksperymenty i testowalne hipotezy i przybierają charakter estetycznych sporów (czy powinniśmy dodawać kilka nowych wymiarów do naszych równań aby wyjaśnić fizykę otaczającego nas świata? czy możemy polegać tylko na matematyce kiedy próbujemy rozszyfrować jakie są prawa rządzące otaczającym nas światem? itd itp.).
Kiedy najważniejszą wartością jest prawda możesz, tak jak ja stać się anti-elitarystą i anty-intelektualistą.
anty-elitarystą jestem bo nie ma żadnych sensownych przesłanek by sądzić, że to tylko indywidua z jakiejś konkretnej grupy mogą dysponować sensownymi twierdzeniami, czy wiedzieć coś ciekawego lub istotnego. Nikt nie ma monopolu na prawdę. Zazwyczaj “elity” to ludzie, którzy uzurpują sobie prawo do bycia postrzeganym jako wyrocznia w bardzo istotnych sprawach, często bez uwzględniania opinii ludzi spoza elitarnych kręgów. Elity są wąskie, morze ludzi niemal nie do ogarnięcia... Jak w takim świecie można sądzić, że jest się lepszym, bardziej prawdomównym czy ważniejszym? To nieracjonalne.
anty-intelektualistą nazwałem się właśnie dlatego, że intelektualiści to samo izolująca się grupa, która usilnie stara się przekonać wszystkich dookoła, że to tylko odpowiednio wykształceni mają dostęp do istotnych wglądów. Izolująca nomenklatura, żargon, słownik, płatne konferencje w poważnych instytucjach bez dopuszczania do głosu nikogo kto mógłby zakłócić przebieg dyskusji prawdziwie kłopotliwym pytaniem... Na przykład o to czy warto inwestować tak wielkie kwoty z pieniędzy podatników na taki i taki cel, skoro ludzie spoza wtajemniczonej, uprzywilejowanej grupy żyją w biedzie? Myślę, że jeśli interesuje nas prawda musimy stać się otwarci na więcej perspektyw, zwłaszcza na ludzi, którzy się z nami nie zgadzają, którzy mówią innym językiem i którzy mają zupełnie inne doświadczania. Inność wzbogaca.
01.11.2023


ateizm - Nie wierzę w nic bez dowodu. Nawet jeśli dowody istnieją, mogą być spreparowane. Najlepszym dowodem jest eksperyment, jeśli rozumie się dokładnie, co znaczy jego wynik. Religie postrzegam jako instrument do manipulowania ludźmi, do kontrolowania ich zachowań na masową skalę, co jest możliwe dzięki swego rodzaju “psychozie indukowanej” czy może “psychologicznej lobotomii”, czyli wygaszaniu wyższych funkcji poznawczych jak planowanie, samokontrola, krytyczne myślenie. Najwyższą wartością jest dla mnie prawda, więc nie interesuje mnie to, co oddala mnie od sensownej ontologii czy epistemologii...Uważam, że religia jest społecznie szkodliwa z powodu zacierania granicy między wyobrażonym a realnym, przez co wyznawcy nie są w stanie poprawnie rozumieć otaczającego ich świata, co istnieje naprawdę i jak to funkcjonuje, co jest warte ich uwagi i pieniędzy, jakie są prawdziwe intencje innych ludzi. Jako scjentysta jestem przekonany, że każde państwo, które się sekularyzuje odzyskuje racjonalność.
28.08.2022

biohacking - definiuję jako "radykalną medycynę", rozszerzoną do tego stopnia, że pacjent staje się własnym lekarzem, który jest skłonny ingerować w swoją własną biologię w imię osobistej wolności, “wolności morfologicznej” i w imię wszelkich innych transhumanistycznych ideałów... Czyli czyste dobro w postaci miłości do własnego ciała i do swojej “wolnej myśli”... Oczywiście nie róbcie tego sami w domu... Ale uczcie się jak to robić.
15.05.2023

czerń -ktokolwiek mnie zna, wie, że czerna jest większość moich ubrań. To się nigdy już nie zmieni. W czerni zacząłem się nosić po tym jak po raz pierwszy trafiłem do szpitala psychiatrycznego i wtedy kompletnie zwątpiłem w zdolność empatii i ogólnie w zdolności poznawcze ludzi z mojego otoczenia. Po tej osobistej tragedii, dla mnie kompletnej katastrofie, po tym jakimś dziwnym bankructwie, gdzie wartości wyznaczyli jacyś kompletnie szaleni dla mnie ludzie, stałem się zupełnie innym człowiekiem. Czerń stała się dla mnie symbolem tej zmiany. Takich zmian nastąpiło w moim życiu jeszcze kilka i za każdym razem wiązało się to z momentami kiedy umierała jakaś iluzja, kiedy rozczarowywałem się kolejnymi pomysłami dotyczącymi ludzi, kolejnymi ludźmi, kiedy kolejne teorie i idee traciły dla mnie znaczenie. Czerń była na początku niemal tylko praktycznym rozwiązaniem. Rysowałem wtedy niezwykle dużo i zazwyczaj używałem wtedy mojego ulubionego chińskiego tuszu i bardzo zwyczajnie, kiedy używasz tego medium, najprostszym sposobem ukrycia plam jest noszenie się na czarno. Czarna koszula, czarne spodnie. Zen prostota i zen sztuka. Po tej osobistej tragedii, kiedy odwrócili się ode mnie wszyscy, łącznie z najbliższymi, postanowiłem, że nigdy nie zrezygnuję z robienia sztuki bo to tylko sztuka odwdzięcza się za twoje towarzystwo nie tylko symetrycznie ale z jakimś naddatkiem, jakby zwracając więcej niż w to wkładasz. Ponieważ w kulturze z jakiej się wywodzę czerń to znak żałoby, symbol mojej osobistej przemiany stał się też symbolem zerwaniem z oficjalnym, religijnym dres-kodem. Jako ateista tym bardziej polubiłem czerń. Jednocześnie nigdy osobiście nie mogłem zobaczyć w czerni nic smutnego czy ponurego. Dla mnie był to awangardowy mundurek, który dawał mi więcej osobistej wolności bo mimo iż pracowałem więcej nie było widać tego brudu, który się na mnie zbierał w pracowni. Eleganckie robocze ciuchy - perfekcyjne dopasowanie. Wiedziałem, że już raczej nikogo nie uwiodę bo przestałem wierzyć ludziom, więc nigdy nie chodziło o “modę”. Chodziło tylko o maksymalną prostotę, która oszczędzałaby mi mój cenny czas. Do tej pory ten “life hack” sprawdza się rewelacyjnie.
Roman Opałka tworzył swoje liczone obrazy, robiąc je za każdym razem odrobinę jaśniejszymi dodając do nich więcej bieli. Kiedyś palnąłem na jakiejś imprezie, że kiedy Opałka umrze ubiorę się na biało. Kiedy Opałka umarł siedziałem tego dnia cały dzień w gaciach przed komputerem. Nawet jeśli mógłby mnie ktoś oglądać tego dnia, nie miałem chyba ani jednej białej koszuli, pary spodni czy gaci. Opałkę uznaję za jednego z najwybitniejszych artystów w historii.
Czerń to również symbol “egzystencjonalizmu”, z którym też sympatyzuję, choć ja zdecydowanie jestem optymistą. Jestem dogłębnie przekonany, że żyje się tylko raz - teraz i wszystkie swoje marzenia,cele, pomysły należy realizować już, w tej chwili. Nie widzę też w ateizmie czy nihilizmie nic szczególnie pesymistycznego. To tylko ontologiczne konstatacje, które nie mają żadnego emocjonalnego zabarwienia.
12.06.2024

demitologizacja - Komunikacja powinna odsłaniać prawdę a nie służyć do manipulacji. W świecie social mediów jesteśmy otoczeni przekazami reklamowymi i kreacjami wizerunków, które są wynikiem kalkulacji i strategii nie mającymi nic wspólnego z tym jak ludzie funkcjonują naprawdę. To są współczesne mity. Jestem za odsłanianiem tego kim jesteśmy jako indywidua, jestem za naturalizmem psychologicznym, który pozwoli udokumentować nasz idiolekt, algorytm wg. którego myślimy.
28.08.2022

hiperbodziec (wiki - https://en.wikipedia.org/wiki/Supernormal_stimulus) - to, jak ujmę to własnymi słowami, wyolbrzymiony bodziec, który naturalnie sprawia przyjemność, lub, który naturalnie wzbudza automatyczne reakcje. Jeden z moich ulubionych popularyzatorów neuronauk Vilayanur S. Ramachandran opisywał hiperbodźce np w swojej książce "Neuronauka o podstawach człowieczeństwa", podając przykłady ze świata zwierząt. Otóż np ptaki, które reagują na specyficzne wzory i ubarwianie dziobów karmiących je matek, reagują znacznie bardziej intensywnie na widok powielonego, wyolbrzymionego wzoru i zabarwienia z tych dziobów, które eksperymentatorzy podsuwali pisklętom na imitujących dzioby pałkach. Podobnie ludzie reagują większym pobudzeniem np. na wzrokowe bodźce seksualne jak te występujące na starych hinduistycznych świątyniach. Ramachandran opisywał hiperbodźce starając się wyjaśnić fenomen sztuk pięknych i naszej tendencji do poszukiwania piękna. Choć zgadzam się z Ramachandranem, że sztuka oferuje nam hiperbodźce i jej celem jest m.in. sprawianie przyjemności i tworzenie niekoniecznie występujących w naturze wyolbrzymień, to moim zdaniem w sztuce zachodzi coś jeszcze bardziej ekstremalnego. Uważam, że występują w sztuce “abstrakcyjne hiperbodźce”. Abstrakcyjny hiperbodziec definiowałbym jako bodziec czysto intelektualny - czyli nie powielamy czegoś, co stworzyła natura jak np. piękne ciała czy niezwykle piękne pejzaże ale tworzymy lepszą wersję czegoś do czego przywykliśmy kulturowo. Abstrakcyjnym hiperbodźcem może być np gra komputerowa, która powoduje o wiele bardziej intensywne doznania niż w prawdziwym życiu. Abstrakcyjnym hiperbodźcem może być również np sama cecha dzieł sztuki taka jak “złożoność” lub “bogactwo treści”, jak w przypadku literatury. Podobnie sztukę czysto abstrakcyjną w malarstwie postrzegam jako naturalną konsekwencją ewolucji bodźców od impresjonizmu, poprzez ekspresjonizm, postimpresjonizm, neoplastycyzm, surrealizm aż do syntetycznych plam kolorów czy geometrycznych form obecnych w abstrakcjonizmie. Wydaje mi się, że to, co obserwujemy w malarstwie to “hiperbodźce hiperbodźców” aż do momentu kiedy bodziec nie wydaje się mieć niemal z pierwotnym bodźcem nic wspólnego i staje się abstrakcyjnym hiperbodźcem.
31.12.2023

hiperfantazja (https://en.wikipedia.org/wiki/Hyperphantasia) - naiwny “psycholog” zakładać może, że stany mentalne innych osób nie różnią się znacząco od jego subiektywnych stanów mentalnych. W końcu wszyscy jesteśmy ludźmi i empatia jest możliwa. To prawda ale tylko do pewnego stopnia. Jakiś czas temu doświadczyłem nie lada zdziwienia kiedy dowiedziałem się o zjawisku “afantazji”. Otóż okazuje się, że są ludzie którzy twierdzą, że nie dysponują wyobraźnią wzrokowo-przestrzenną, tzn. że ich “oko umysłu” jest kompletnie ślepe. Kiedy czytają książkę lub kiedy wspominają dawne wydarzenia nie są oni w stanie mentalnie zwizualizować sobie tego o czym myślą. Byłem przez dużą część mojego życia przekonany, że wyobraźnia to główne źródło poznania i inteligencji, bo sam żyję w świecie swojej wyobraźni niemal non stop. Otoczony również byłem ludźmi kreatywnymi, którzy podobnie jak ja dysponowali zdolnością wyobrażania sobie tego o czym mówią. Ta lekkość wyobrażania sobie i wizualizowania nazywa się “hiperfantazją”. Kiedy uświadomisz sobie tę różnicę w sposobach myślenia, nagle zaczynasz rozumieć dlaczego “visual thinkers” mogą mieć trudność w porozumiewaniu się ze zwyczajnymi “thinkers”... Jestem jednak przekonany, że nawet jeśli dysponujesz szczątkową formą wyobraźni jesteś w stanie ją rozwijać poprzez kultywowanie stanów mentalnych, które zmuszają cię do pracy z wyobraźnią.
09.10.2023

idiolekt | algorytm wg. którego myślimy - w moim prywatnym słowniku rozszerzam definicję idiolektu i twierdzę, że to jak osobiście używamy języka (języka sztuki również) odzwierciedla nasz sposób myślenia, zgodnie z logiką - mózg kształtuje nasz sposób myślenia a myślenie kształtuje to jak używamy języka. Czyli algorytm, którego używamy do myślenia to zwyczajnie odzwierciedlona w komunikacji, w naszym języku, struktura naszego mózgu. Struktura mózgu kształtuje wszystkie tego mózgu funkcje, w tym, językowe.
Przy czym należy podkreślić, że kiedy mowa o myśleniu, preferuję używanie bardziej abstrakcyjnego pojęcia “algorytmu”, mniej konkretnego niż “struktura mózgu”,  żeby podkreślić, że podobnie jak zmienny jest mózg, zmienne są również algorytmy, które on stosuje... Im więcej przykładów wyrażeń, które konstruujemy, w procesie komunikacji, tym większy wgląd w nasz sposób rozumowania, tym lepiej opisane są algorytmy, które stosujemy w procesie myślenia... 
07.08.2022

insight-er - to moje prywatne określenie i znaczy ono to samo co “outsider” ale z podkreśleniem, że taki osobnik ma “wglądy” (od “insight”), że ma wyobraźnię. Jako osoba nieco maltretowana w młodości przez psychologów i psychiatrów, z jakąś zabawną dla mnie diagnozą-etykietą, zacząłem się już dawno, dawno temu interesować sztuką “outsider art” i “art brut” i podobnie jak Jean Dubuffet odkryłem, że tego rodzaju artyści przemawiają do mnie niejednokrotnie bardziej niż artyści mainstreamowi czy akademiccy. Najbardziej apetyczne dla mnie, w tego rodzaju sztuce są - nonkonformizm, wizyjność, niczym nieskrępowana wyobraźnia, łamanie norm i schematów w myśleniu o sztuce i formie... Podejrzewam, że ta niezależność i wolność myśli wyróżnia tego rodzaju artystów, jednocześnie separując ich od reszty bardziej konformistycznych artystów, którzy kierują się bardziej modą, którzy zajmują się aktualnymi dla wszystkich tematami, czy inspirują się tym, co jest zrozumiałe dla każdego. Insighterzy - przeciwnie zajmują się prawdziwym, radykalnym indywidualizmem i osobistym doświadczeniem (patrz też hasło - psychonautyka). Nigdy szczególnie nie przepadałem za określeniem “outsider”, głównie dlatego, że takie określenie byłoby w porządku jedynie jeśli tacy artyści byliby “out” z własnego wyboru... Niestety tacy artyści są praktycznie niewidzialni w przestrzeni publicznej nie z wyboru ale dlatego, że są celowo marginalizowani i wykluczani... Być może określenie “insighter” mogłoby im przywrócić nieco godności i zwrócić uwagę na głębię ich doświadczenia...
08.05.2023

cosmism porn (kosmizm) - w tym temacie polecam książkę Bena Goertzla "A Cosmist Manifesto” (którą można znaleźć pod tym linkiem - https://goertzel.org/CosmistManifesto_July2010.pdf)... Pierwotnie intelektualnym fundatorem kosmizmu był Rosyjski filozof Nikolai Federov, który miał ten bliski mi scjentystyczny światopogląd i to głębokie przekonanie, że naukowo kształtowany światopogląd można zaaplikować do każdej sfery życia. Ben Goertzel rozwinął tę wizję do ekstremum, można powiedzieć, nie tylko teoretycznie, ale również praktycznie, samemu tworząc zaawansowane projekty związane z AGI (sztuczna inteligencja ogólna - maszynowy odpowiednik “g”)... Nie trzeba przeszukiwać internetu zbyt intensywnie i długo, żeby prędko przekonać się, że wysiłki sworzenia Sztucznej Inteligencji są ostatnimi czasy bardzo owocne, co wydaje się nie być jedynie czystym splendorem i reklamą... Goertzel rozwinął kosmizm do ekstremów tworząc futurystyczne wizje możliwości tworzenia zaawansowanych sztucznych inteligencji, które z naszej, ludzkiej perspektywy, będą wydawać się “boskie”. Jestem wielkim fanem science-fiction i głęboko utożsamiam się ze scjentyzmem - czego, dla mnie, prostym “amalgamatem kognitywnym”, czego prostą “sumą” jest kosmizm. Kosmizm to niemal “orgiastyczna” wizja mnożącej się, zazwyczaj, jak to opisują, wykładniczo, inteligencji. Dlatego sam używam określenia “cosmism porn” oddając charakter tego maniackiego optymizmu. Sam, jestem optymistą, i choć jestem pełen sceptycyzmu, jeśli chodzi o wszelkie intelektualne produkty, które odklejają się mocno od faktów życia codziennego (radykalny empiryzm), z przyjemnością obserwuję, że próby stworzenia głęboko “myślącej” A.I. to projekt realistyczny. Jestem entuzjastą określeń typu “osobliwość”, które ukuł Ray Kurzweil, które ma wskazywać na możliwą konsekwencję rozwoju projektów związanych z A.I.. A.I, która osiągnie poziom ludzkiej inteligencji może być w stanie ją, niejako, zmultiplikować i pogłębić, a wtedy może stać się dla nas kompletnie niezrozumiała. Kiedy to nastąpi, ten moment w czasie, rzeczywiście może być bardzo osobliwy i szczególny. Ja osobiście nie mogę się doczekać, żeby takiej osobliwości i jej konsekwencji doświadczyć, aczkolwiek, często myślę, że wiara w tę możliwość, pośród wielu twórców A.I. jest niemal religijna. A z religią, nie chciałbym mieć nic wspólnego... Niemniej jednak równanie typu: kosmizm+scjentyzm+singularity... dobrze oddają klimat, który lubię... To po prostu jest, najogólniej rzecz ujmując, przekonanie, że świat jest inteligibilny, czyli, że możemy zrozumieć czym jest otaczająca nas rzeczywistość i, w konsekwencji, jesteśmy w stanie użyć tej wiedzy, stosując ją wg. naszych potrzeb.
29.05.2023

kosmopolityzm - Mógłbym sparafrazować Diogenesa i powiedzieć “Jestem obywatelem Wszechświata”... To w zasadzie komentarz na temat “tożsamości” - jestem przekonany, że problemy i zjawiska należy rozpatrywać “totalnie”, biorąc pod uwagę całą zdobytą wiedzę i doświadczenie... Jeśli nie będziemy ograniczać się do doświadczeń na jakie pozwoliła nam społeczność z jakiej się wywodzimy nauczymy się więcej i zrozumiemy więcej. Nieracjonalnym wydaje mi się rozpatrywanie zjawisk, które widzimy jedynie przez jeden rodzaj “pryzmatu poznawczego”. “Umwelt” należałoby ciągle pogłębiać i rozszerzać jeśli mamy sposobność, bo większy zasób wiedzy pozwala nam podejmować lepsze decyzje... Czyli przekraczajmy granice... Szczęśliwie przyszło nam żyć w czasach globalnej komunikacji i internetu... Mimo to można obserwować absurdalne, kurczowe trzymanie się swoich tożsamości, definiowanej jako “zbiór wyrażanych poglądów”, choćby nawet były fałszywe. To znany psychologiczny problem emocjonalnego przywiązywania się do swoich przekonań... Szczególnie kłopotliwe wydają się silne tożsamości narodowe i religijne, które wydają się ludzi skłócać a nie integrować. Jeśli naszym priorytetem jest pokój, rozwój, wolność, powinniśmy przestać okopywać się w poglądach, które nie mają zakorzenienia innego niż tradycja i nie odpowiadają empirycznie doświadczanej rzeczywistości, w poglądach, które są zwyczajnie nieobiektywne. Czyli jestem zwolennikiem globalizacji - jesteśmy obywatelami świata, powinniśmy rozwiązywać problemy globalnie-wspólnie, z podkreśleniem, że jestem za jednoczesną, ekstremalną indywidualizacją - jesteśmy zbiorem indywidualnych, wolnych podmiotów. Nikt nikomu nie powinien niczego narzucać.
04.06.2023

kulfonizm - od kulfona..., błędu ortograficznego czy dziecięcego rysunku. Otóż myślę, że większość błędów powinniśmy obracać w żarty. Ludzkie mózgi to biologiczne maszyny, których ewolucja nie wyselekcjonowała do tych czynności, które sobie ambitnie narzuciliśmy, dlatego, jedyne wyjście to działać pomimo kulawych wpadek. Niestety w naszej kulturze błędy się demonizuje - a przynajmniej tak zazwyczaj zachowywali się ludzie w moim otoczeniu. Ilekroć popełniłem błąd miałem wrażenie, że świat się zaraz z tego powodu skończy. Choć teraz nawet nie pamiętam, co robiłem źle, lęk pozostał. To niezdrowe. Żeby realizować swoje cele należy się z losowością codzienności pogodzić, nigdy nie rezygnując ze swoich celów, nie dając się manipulować ludziom z otoczenia, którzy nieustannie chcą nas przekonać, że do niczego się nie nadajemy.
16.01.2024

model rzeczywistości - wszystko co myślisz o otaczającej Cię rzeczywistości, wszystko, co o tym wiesz jest w pewnym sensie tylko teorią, jest modelem. Nie jestem idealistą i nie wierzę, że istnieją tylko idee, ponieważ nie mam wątpliwości, co do tego, że w ludzkim doświadczeniu to eksperyment i dane zmysłowe występują jako pierwsze a dopiero potem “nabywamy” pojęcia (które fizycznie mogą być użyte przez twój mózg), które pozwalają nam opisać nasze przeżycia, uczucia i pierwszoosobowe reakcje. Z czasem konstruujemy w naszych głowach coraz bogatszy model rzeczywistości, który uznajemy za prawdę nie próbując nawet, głównie z wygody, weryfikować każdego twierdzenia na temat tego, co wydaje nam się prawdziwe. Umieszczam tu to hasło bo wydaje mi się, że podstawowym błędem poznawczym jest zakładanie, że mamy jakieś bliższe stosunki z prawdą i że wiemy, w najbardziej ogólnym sensie, jak się sprawy mają, jaka jest fizyka naszego świata, jakie są intencje innych ludzi i jaki jest głębszy sens społecznych relacji, etc... Ogólnie, zakładamy, że skoro jesteśmy w stanie funkcjonować w tym świecie, zadowalając nasze najbardziej podstawowe potrzeby, nasz model rzeczywistości musi być poprawny. Otóż uważam, że takie przekonanie niemal zawsze jest fałszem ponieważ przeciętne indywiduum z reguły nie musi podejmować wysiłku weryfikowania swoich pomysłów dotyczących rzeczywistości. Myślę, że podstawowym nawykiem poznawczym jaki może zbliżać nas do coraz bardziej prawdziwego modelu rzeczywistości jest nie przywiązywanie się do idei, które kształtują nasz obraz świata, jest nie zakładanie, że na pewno mamy rację, że nasze a priori założenia na najbardziej podstawowym poziomie spekulacji są słuszne. Należy sobie uświadomić, że na codzień mamy też do czynienia z czymś, co nazywam “paradoksem symulacji” tzn może być tak, że przyszłość, którą próbujemy sobie wyobrazić, zasymulować w naszych mózgach, może być nieredukowalnie złożona i możliwe, że nie jesteśmy sobie w stanie realistycznie wyobrazić konsekwencji naszych czynów. Po prostu nie jest pewne czy redukcje, których dokonujemy w myśleniu, kiedy próbujemy przewidzieć przyszłość symulując ją w naszych ograniczonych mózgach ( teraz również w komputerach), nie są przypadkiem zbytnim uproszczeniem. Osobiście uważam, że rzeczywistość jest inteligibilna i redukowalna do prostych zrozumiałych informacji, jednak jestem pewien, że nasze opisy rzeczywistości mogą być coraz bardziej precyzyjne po przeprowadzeniu nowych eksperymentów i po strawieniu nowych informacji. (Jednak z tą uwagą, że paradoks symulacji może wyglądać tak, że żeby realistycznie przewidzieć zachowanie np fizycznego obiektu, będziemy musieli stworzyć tak bogatą reprezentację takowego obiektu, że będzie ona niemal “rzeczywistością”, czyli symulacja może stać się dla nas zupełnie niepraktyczna). Biorąc pod uwagę trudność stwierdzenia tego, co jest fizycznym faktem, eksperymentalnym faktem, jak to należy interpretować i jakie są tego realne konsekwencje, należy odgórnie zakładać, że jesteśmy w błędzie kiedy coś myślimy, nie zakładając, że jest to z pewnością prawda. Fałsz i brak precyzji jest normą kiedy próbujesz odtworzyć rzeczywistość dlatego każde usztywnienie poznawcze bez dopuszczania do siebie nowych informacji będzie miało niekorzystne konsekwencje.
24.03.2024

naturalizm psychologiczny - Kiedy zaczynamy postrzegać nasze zachowania na meta-poziomie antropologicznym, behawioralno-psychologicznym, zaczynamy dostrzegać, że społeczne zachowania, podobnie jak nasze języki, są ekstremalnie konwencjonalne i ktokolwiek ośmiela się konwencje językowe czy behawioralno-kulturowe naruszyć z jakiegokolwiek powodu, spotyka się z brakiem akceptacji, niezrozumieniem, odrzuceniem lub w ekstremalnych przypadkach z karą. Faktem jest, że każdy mózg jest inny. Faktem jest, że mózg dyktuje nasze zachowania. Stworzyłem więc pojęcie “naturalizmu psychologicznego”, które należy definiować jako zachowanie naturalne dla nas, jako indywiduów, odmiennych na poziomie najgłębszym - neurologicznym. Tak więc naturalnym zachowaniem nazywam zwyczajnie wyrażanie swoich prawdziwych opinii, wyrażanie się w sobie właściwy sposób, ubieranie się w taki sposób jaki nam odpowiada itd itp. Jest to tylko kolejny termin na określenie “bycia sobą”, które można by opisać jako bezlękowe wyzbywanie się “teatralizacji życia” (Witkacy), fałszu, zbyt sztywnego trzymania się narzuconych nam społecznie ról... Naturalizm psychologiczny miałby służyć odkrywaniu swojego własnego “idiolektu” - algorytmu, którego używamy w procesie myślenia...
07.08.2022

obraz-proces - definiowałem w 2006 roku na stronie www.procesy.socjum.pl w ten sposób: "obraz będący w istocie interaktywnym programem – trwa, przekształca się, ewoluuje, jest zależny od widza, nie jest zależny od niczego, żyje. Wszystkie możliwe przekształcenia w takim obrazie–procesie są opisane w postaci algorytmu lub wielu algorytmów ale z ciągłą możliwością ich zmiany zmiany mogą wprowadzać widzowie lub zmiany wprowadzane są samoistnie. Ostatecznie konsekwencją ma być konstruowanie obrazów–procesów, które same tworzą siebie lub same tworzą dzieła, które na samym końcu i w dalekiej przyszłości zachowują się „inteligentnie”“. (Link do części strony do całego artykułu: http://lukeratz.com/procesy.html)
Czyli można dodać, że była to wizja sztuki algorytmicznej ale, która rozwija się niemal do wizji podobnej do tej Stephena Wolframa, w której wszechświat jest matematyczną, samoopisującą się i konstruującą się strukturą podobną do automatów komórkowych... Jest to wizja obrazów, których właściwości opisujemy jako warunki początkowe, które mogą ewoluować, zmieniać się z czasem w coś zupełnie innego, w wyniku interakcji z widzem lub w interakcji z samymi sobą. Wynik działania takiego programu dawałby głównie wizualne rezultaty.
W obecnych czasach wszelkie psychodeliczne animacje generowane przez programy takie jak DALLE-2 czy Midjourney itp. (przykład:"Ogie's Redux: 4k AI Video Art [7+ Hours AI Generated video]” https://youtu.be/d8jFMKNy9EI) przypominają mi to, co miałem wtedy w wyobraźni... Inspirowałem się też wtedy wizjami “artificial life” programów imitujących żywe organizmy, które mogłyby funkcjonawać niezależnie jako “żywe” dzieła sztuki , oraz wizjami symulowanej w komputerach ewolucji, o których dawno temu pisał Richard Dawkins, wiele też czytałem wtedy o “algorytmach genetycznych”, programach, które same mogą mutować i być selekcjonowane ze względu na potrzebne funkcje- wzorem selekcji naturalnej... Były to zwyczajnie wizje absolutnej wolności kreacji. Zabawnym wydaje się fakt, że teraz realizacja takich wizji jest o wiele bardziej prawdobodobna ale ja czuję się już mocno wypalony w kontekście sztuki, głównie z powodu braku środków na realizację tego rodzaju projektów i prawdopodobnie nie zrealizuję tychże wizji chociaż dużo o takich wizjach mówiłem i pisałem...
08.05.2023

ogon informacyjny - ogon informacyjny to wszystkie ślady w postaci informacji, które wytwarzamy i pozostawiamy po sobie. Im dłuższy “ogon informacyjny” i im bardziej szczegółowe informacje dokumentujemy, im bardziej złożone są dokumentowane reprezentacje, tym łatwiej będzie można w przyszłości zrekonstruować “algorytm, którego używamy do myślenia”, nasz “idiolekt” czyli to jak nasz mózg przetwarza informacje. Nie spotkałem się z podobnym określeniem dlatego umieszczam je w tym słowniku, choć jestem pewien, że wielu tworzyło określenia podobne, bo w sumie chodzi zwyczajnie o rodzaj “dorobku intelektualnego”, “dziedzictwa intelektualnego”, “kapitału kognitywnego”... Podkreślam jednak, że chodzi o wszelkiego rodzaj informacje, nie tylko te, które wydają się nam sensowne czy ważne. W ogonie zawierałyby się informacje-dane dotyczące całego twojego życia, czyli nawet rachunek ze sklepu spożywczego, czy opis stanu twojego zdrowia są tego rodzaju informacją. “Ogon” wydaje mi się atrakcyjnym określeniem bo łatwo skojarzyć ogon z dystrybucją informacji w czasie. Niepożądanym efektem posiadania długiego “ogona informacyjnego” jest to, że stajemy się przewidywalni - np. dla korporacji działających w internecie, które tworzą złożone algorytmy, które mają przewidzieć zachowanie użytkowników-konsumentów.
14.01.2024+15.01.2024

pacyfizm - jestem radyklnym pacyfistą. Uważam, że przemoc i zniszczenie to wyraz najbardziej prymitywnych i bezmyślnych reakcji. Jestem zdania, że konfliktów należy za wszelką cenę unikać a konfrontacja jest dla mnie moralnie uzasadniona jedynie kiedy musisz się bronić.
10.03.2024

paternizm - od “pattern” (wzorzec, model...) - paternizmem nazywam wszyskie te kompozycje-rysunki, 2D produkty, które wychodzą spod mojej ręki, które są mechanicznym stosowaniem pewnych zasad, kompozycyjnych czy konstrukcyjnych (implicite), które zazwyczaj powstają w wyniku improwizacji, gdzie, oczywiście, pojawia się rónież element przypadku (aleatoryzm). W moim wypadku jest to szczególny przypadek abstrakcji, zachaczającej nieco o “op art”, jest to iluzjonizm gdzie staram się przedstawić jak największą ilość wymiarów i opisywać możliwie jak najbardziej zróżnicowaną przestrzeń. Są to wysiłki podobne do tych, których podejmowali się najpierw Picasso i Braque, przy okazji kubizmu, a potem np. Escher, przy czym ja chętnie odchodzę od wszelkich skojarzeń z surrealizmem i od wszelkich obiektów, które łatwo mogą być skojarzone z naszym codziennym doświadczeniem (abstrakcja>surrealizm).

Za szczególny przypadek paternizmu można uznać figurację, ponieważ “subiektywna soczewka”, sposób przedstawiania rzeczywistości, styl czy maniera są po prostu wzorcem, przez pryzmat którego artysta wyraża widzianą, nie wyobrażoną rzeczywistość (gdyby wyobrażał sobie rzeczywistość mowa byłaby o reprezentacjonizmie. Przy czym można łatwo pomyśleć o amalgamacie paternizmu i reprezentacjonizmu).

Skłaniam się ku temu, żeby nazwać paternizmem wszystkie kompozycje, które w pierwszej kolejności nie były reprezentacją umysłową, czyli wyobrażeniem, które pojawiło się jako konkretny obiekt w mojej głowie.

Paternizmem można też nazwać zlepek reprezentacji - amalgamaty kognitywne, których złożoność nie jest konsekwencją skonstruowania złożonego modelu tylko i wyłącznie w swojej głowie ale jest konsekwencją dodawania do siebie reprezentacji na papierze, czyli kiedy konstruujemy 2D kompozycję na papierze, nie ograniczając się do naszego “oka umysłu".

Paternizm i reprezentacjonizm, to ta sama aktywność mentalna, której oddają się architekci czy matematycy - topologowie... W przypadku mojej sztuki odcinam się od wszelkich praktycznych funkcji moich wyobrażeń choć podobnie jak topologowie badam właściwości wyobrażonych form i przstrzeni niejednokrotnie dokonując swoich prywatnych odkryć.
Jednak pierwotnie nie mam na celu nic więcej niż tylko zachować i przedstawić swój “estetyczny algorytm”/algorytm wg. którego myślę.

Wyobrażam sobie, że paternizm jest łatwiejszy do imitowania przez A.I. dlatego, że jest ograniczony do dwóch wymiarów. Imitowanie reprezentacji umysłowych wymaga conajmniej 3 wymiarów.
Matematycznymi narzędziami pozwalającymi generować obrazy przypominające paternizm mogłyby być fraktale Mandelbrota, októrych potencjale wiele już, z pewnością napisano oraz, być może, automaty komórkowe (Wolfram), choć zapewne, aby imitować złożone algorytmy, które stosuje artysta, nie można się zatrzymać na tak prostych generatorach wzorców i należy szukać bardziej złożonych algorytmów. Z pewnością najlepszym podejściem wydają się, w tym momencie, algorytmy uczące się typu Deep Learning, czyli wielowarstwowe sztuczne sieci neuronowe, które uczą się na podstawie wielości egzemplarzy. W ostatnich kilku latach ART A.I. stała się niezwykle popularna i dysponujemy w tej chwili niezwykłymi przykładami osiągnięć w tej gałęzi A.I. jak np: https://prisma-ai.com/ (paternizm), https://www.nextrembrandt.com/ (paternizm), https://deepdreamgenerator.com/ (paternizm), https://www.artaigallery.com/ (paternizm), https://openai.com/dall-e-2/ (reprezentacjonizm+paternizm?)...  
Daje to nizwykłą satysfakcję, kiedy realizują się w ten sposób wizje, o których mówiłem, przy różnych okazjach, wiele lat temu, a które zazwyczaj były traktowane jako niepoważne i niemożliwe do realizacji.
Najlepszym przykładem paternizmu są te abstrakcyjne szkice:
https://lukeratz.com/from_imagination_sketches_2022.html
17.12.2022+18.12.2022

problem przewidywalności - albo “tracking problem”... Kiedy zastanawiamy się nad tym czym jest świadomość, albo jak ona precyzyjnie funkcjonuje możemy sobie w pewnym momencie uzmysłowić, podobnie jak ja dawno, dawno temu, że jeśli udałoby się stworzyć precyzyjny model jednostkowej świadomości (co ja rozumiem jako rekonstrukcję czyjegoś mózgu, lub algorytmów, których on używa do podejmowania decyzji), to prostą tego konsekwencją byłaby przewidywalność zachowania takiego modelu (bo skoro moglibyśmy powiedzieć na jakiej zasadzie jednostkowa świadomość funkcjonuje, moglibyśmy przewidzieć jaki będzie następny krok, następne działanie czy zachowanie takiego modelu.) Starając się maksymalnie uprościć czym jest to ekstremalnie trudne wyzwanie “symulacji” jednostkowej świadomości, czy może tworzenia kopii indywidualnego “selfu”, “agenta” możemy sprowadzić to zadanie do próby stworzenia algorytmu, który przewiduje przyszły ruch “agenta” w trójwymiarowej przestrzeni. Czyli - jeśli jesteśmy w stanie przewidzieć gdzie będzie znajdował się “agent”, to “niemal” (ironia) zupełnie jakbyśmy odtworzyli algorytmy, które stanowią podstawę jego zachowania. Można posunąć się jeszcze dalej i można spróbować mentalnie zredukować problem do jeszcze prostszej mentalnej reprezentacji a mianowicie do punktu poruszającego się po dwuwymiarowej przestrzeni, bo czyż pojedynczy człowiek nie jest tylko poruszającym się punktem na mapie kuli ziemskiej? To dosyć zaskakujące, że tak złożony problem jak problem jednostkowej świadomości może być zredukowany do czegoś tak prostego. Kiedy to odkryłem, jakieś 14 lat temu, byłem nieco zszokowany, że nikt nigdy nie zaprezentował mi tego w ten sposób. "tracking problem" = "głęboki problem neuronauk"!
30.01.2024

pryzmaty - to jedno z nabardziej odkrywczych porównań, do którego doprowadziły mnie moje poszukiwania rysunkowe (udokumentowane głównie w blogach rysunkowych, patrz też hasło - szkiełkoza)... Jest to jedno z użytecznych narzędzi do myślenia o myśleniu. Każdy model rzeczywistości, światopogląd, religia (zestaw memów), czy każdy algorytm, program - postrzegam jako pryzmat. Są to “soczewki”, których mózg używa do automatycznego przetwarzania informacji, do reagowania na złożone społeczne problemy czy problemy, które pojawiają się w świecie zewnętrznym. Pryzmaty/soczewki przetwarzają światło, podobnie jak komputery czy mózgi przetwarzają informacje (przypominać to może Skinnerowski behawioryzm)... Mamy fotony na wejściu i na wyjściu pryzmatu, podobnie jak mamy informacje na wejściu i na wyjściu systemu, w przypadku mózgów czy komputerów. Soczewki można ze sobą kombinować lub je przekształcać, żeby dawały innego rodzaju rezultaty - możemy zbudować mikroskop, możemy zbudować teleskop, podobnie możemy nauczyć sieć neuronową do rozpoznawania obiektów z pewnej kategorii lub możemy nauczyć bardziej złożoną sieć neuronową rozwiązywać jakieś bardziej złożone problemy. Dla kogoś kto myśli głównie używając wyobraźni wzrokowo-przestrzennej, jak ja, tego rodzaju porównania są pomocne i płodne.
To porównanie kryje w sobie też pewne filozoficzne konsekwencje, jeśli zdecydowalibyśmy się je w wyobraźni rozwinąć i lepiej zrozumieć. Jeśli postrzegać program, przekonanie czy wyuczony schemat postępowania jako pryzmat, można uświadomić sobie, że - np. program, ma podobne do pryzmatu cechy - jest zmienny i służy tylko pewnej funkcji, że przetwarza tylko jeden rodzaj informacji i ignoruje inne (jest filtrem), że jest tylko jednym z licznych programów, które możemy zainstalować na naszym komputerze i podobnie jak z pryzmatami, możemy używać ich wielość, kombinując je ze sobą, w zależności od naszych potrzeb... Taka mentalna zabawa, w tego rodzaju porównania pozwalają uświadomić sobie, że nasze indywidualne przekonania, światopogląd czy model rzeczywistości nie powinny być postrzegane jako ostateczne i absolutne, jako coś do czego musielibyśmy się emocjonalnie przywiązywać, ale jako coś, co powinniśmy używać jako narzędzia, które służą temu, żeby nasze życie stało się lepsze i żeby nasze reprezentacje i modele rzeczywistości stawały się coraz lepiej skalibrowane, czyli zgodne z prawdą, z zewnętrzną rzeczywistością.
To nie przypadek, że “soczewki” w moich rysunkach nie zniekształcają obiektów, które się za nimi pojawiają. To nie tylko unikanie formalnej złożoności, która pojawiłaby się kiedy zacząłbym realistycznie ilustrować deformacje... To również przekonanie, że powinniśmy uczyć się postrzegać rzeczywistość taką jaka jest, nie zniekształcając jej poznawczo, nie oddając się iluzji, przyczyniło się do tego...
Ciągnąc temat - uważam indywidualne mózgi za pryzmaty - ich architektura pozwala przetwarzać informacje tylko w jeden sposób (oczywiście to ekstremalnie złożona, zmienna funkcja) - to wszystkie te cechy indywidualne, które sprawiają, że Ty to Ty. To twoje preferencje, talenty i wady, to cały twój konektom i to do jakiego stopnia może być on zmieniony w procesie nauki, do jakiego stopnia jest on plastyczny. Biorąc pod uwagę to, że indywidualne mózgi są ograniczone, poznawcze pryzmaty są skończone i wadliwe, kiedy przychodzi do interakcji ze światem, uważam, że “poznawcze pryzmaty” należy ze sobą kombinować, miksować ze sobą w procesie dialogu (znowu - Habermas, Tomasello, Mercier-Sperber etc). i należy tutaj stanowczo podkreślić, że uważam, żę subiektywizm jest zaletą a nie wadą! To subiektywizm, to ta różnica w postrzeganiu problemów sprawia, że nasz “grupowy model rzeczywistości” (to trzeci świat K.R. Poppera, to nauka) staje się o wiele bardziej różnorodny, co sprawia, że prawdopodobieństwo, że znajdziemy prawidłowe rozwiązanie dla większej ilości problemów wzrasta. Zaryzykowałbym tezę, że im większy indywidualizm tym większy wkład w proces “poznania”, nie indywidualnego poznania a “grupowego poznania”. Bądź sobą, myśl po swojemu a rozwiążesz problem, którego nikt wcześniej nie mógł nawet dostrzec, lub zainspirujesz kogoś do rozwiązania jakiegoś problemu, bo zacznie on postrzegać rzeczywistość inaczej.
29.07.2023

psychonautyka - jest dla mnie bezlękowym i ekstremalnym eksplorowaniem swojej wyobraźni i możliwych stanów umysłu - najlepszymi przykładami psychonautyki mogą być np twórczość Williama S. Burroughs’a, Stanisława Lema, Antonia Artaud, surrealistów i abstrakcjonistów, oraz wszelkiej maści outsiderów... Choć dla wielu psychonautyka mogłaby znaczyć również eksplorowanie stanów umysłu, które powstają kiedy zaburzamy normalne funkcjonowanie mózgu, zażywając jakieś substancje chemiczne, popularnie zwane narkotykami (cały ruch hippisówz lat 60-tych i 70-tych z Timothym Leary na czele) to ja osobiście uważam, że narkotyki, przede wszystkim, zaburzają możliwość integrowania idei i wyobrażeń (co mogłoby umożliwić tworzenie wyższych hierarchicznie, bardziej złożonych reprezentacji umysłowych). Narkotyki służą głównie dezintegracji wyobrażeń i uniemożliwiają, zwłaszcza kiedy używane są często, tworzenie stabilnych stanów umysłowych - a to uważam za efekt niepożądany...
Przykładem mentalnej praktyki, która najlepiej oddaje charakter tego o czym tu piszę byłaby buddyjska praktyka tworzenia “tulp” (co ja osobiście nazywam “tulpizmem") (https://en.wikipedia.org/wiki/Tulpa) - czyli tworzenie wyobrażeń istnień, które wg. niektórych szkół buddyjskich miałyby w pewnym momencie stać się rzeczywistymi istnieniami. Odcinam się radykalnie i stanowczo od wszelkich wierzeń tego rodzaju i nie wierzę w materializowanie się idei, w jakiś “magiczny” sposób (wierzę jedynie w realizowanie dobrze wymodelowanych, realistycznych konceptów - inżynieryjnych na ten przykład). “Tulpa” jest dla mnie jedynie przykładem bardzo zorganizowanego, zintegrowanego i złożonego wyobrażenia, czyli “mentalnego modelu”, który jest rozwijany, rozbudowywany systematycznie. Takie mentalne modelowanie jest codziennością dla artystów i pisarzy.
Inną metaforą mogłaby być “memetyka”... Psychonautyzm byłby, w kontekście idei “memu” Richarda Dawkinsa, nieskrępowanym kojarzeniem i miksowaniem ze sobą memów, tworzeniem złożonych modeli i konstrukcji “memetycznych” aż do wyczerpania się naszej wyobraźni...
Psychonautyką jest dla mnie również praktyka medytacji typu “vipassana” czy mindfulness. Poprzez koncentrowanie się jedynie na własnym oddechu, kiedy pozwalamy płynąć myślom swobodnie, nie rozwijając ich w złożone modele, doświadczamy drugiego bieguna mentalnej aktywności, o której pisałem wcześniej - jest to wygaszanie reprezentacji i absorbujących nas myśli, poprzez uczenie się ignorowania ich i nie angażowania się w nie emocjonalnie.
Psychonautyka jest więc dla mnie kultywowaniem, pogłębianiem i rozwijaniem stanów umysłu do ekstremum. Jest to po prostu badanie granic swojego umysłu, pociąganie myśli i wyobrażeń do ostatecznych konsekwencji. Jednocześnie podkreślam, że chodzi mi tylko i wyłącznie o mentalną aktywność, o wirtualność i czystą sztukę. Jest to czysta subiektywność i skrajnie indywidualistyczna postawa. Jest to realizacja naszej podstawowej wolności i niezależności, jest to wolność myśli. Nasze umysły są absolutnie wolne choć ograniczone architekturą mózgu...
Stosownym, wydaje mi się, dodać w tym miejscu, że psychonautyka nie jest nauką. Nauka to obiektywne, doświadczalnie sprawdzalne teorie, natomiast psychonautyka to mentalne laboratorium, które nie jest konfrontowane doświadczalnie z rzeczywistością. Moim zdaniem nieskrępowana praktyka “psychonautyki” jest warunkiem kreatywności i produktywności jeśli chodzi o generowanie teorii i idei ale jako scjentyście wydaje mi się konieczne konfrontowanie teorii z eksperymentem, konfrontowanie “psychonautyczncyh tripów” z faktami, kiedy mamy zamiar podjąć działania w prawdziwej, niewyobrażonej rzeczywistości (czymkolwiek ona jest naprawdę).
05.02.2023

relatywizm - relatywizm uważam za jedno z najcenniejszych poznawczych narzędzi. Myślę, że każdy problem czy zjawisko powinniśmy rozpatrywać z jak największej ilości punktów widzenia, na wszystkie możliwe sposoby. Modelowanie zjawisk w jak najbardziej różnorodny sposób odsłaniania co raz to inne cechy rzeczywistości i służy rozumieniu tego jak jest naprawdę. Dlatego jestem zwolennikiem neuro-różnorodności czyli uwzględniania opinii i potrzeb ludzi o różnym profilu neurologicznym, czyli np - nie wydaje mi się, żeby opinia osoby autystycznej była mniej istotna niż osoby tzw. normalnej. Jestem wręcz przekonany, że odmienny charakter funkcjonowania umysłów osób np. autystycznych pozwala lepiej wymodelować-zrozumieć rozpatrywane problemy-zjawiska. Większość z łatwością się zgodzi, że różnorodne doświadczenia wzbogacają światopogląd, podobnie różnice w architekturze mózgu w jego konektomie, które wynikają z posiadania odmiennych genów i odmiennych doświadczeń, wzbogacają nasze rozumienie świata. Każda odmienność daje odmienne postrzeganie, które daje odmienne wglądy, które mogą okazać się użyteczne.
13.11.2022

reprezentacjonizm - odsyłam do krótkiego artykułu, który napisałem w 2014 roku - http://ratz.pl/reprezentacjonizm.html

schizophrenic serendipity - to moja wersja pojęcia “serendipity”, które można najprościej zdefiniować jako przypadkowe odkrycie naukowe. “Schizophrenic serendipity” to odkrycie naukowe lub szczególnie oryginalny pomysł czy innego rodzaju kreatywny wykwit, który byłby konsekwencją myślenia, które uznawane jest za “szalone”, nieracjonalne czy zwyczajnie pomylone. To wszystkie te wglądy, które wynikają z chaosu myśli niepoukładanych, z naprodukcji urojeniowych i wyobrażeń, których zastosowania nie można łatwo zrozumieć. Jest to hasłowe ujęcie mojego poglądu, że nie należy obawiać się swoich i cudzych stanów umysłu, choćby wydawały się najbardziej dzikie, skrajne czy nietypowe bo mogą w pewnym momencie przynieść owoc niezwykle użyteczny, głęboki, praktyczny, odkrywczy etc. Każdy wgląd istotny wymaga wysiłku i kojarzenia ze sobą idei, których nikt nigdy ze sobą nie skojarzył, dlatego to, co z zewnątrz wygląda na zgubienie, interpretowałbym raczej jako poszukiwanie. Jestem przekonany, że należy zawsze ekstremalnie eksplorować swój umysł aby znaleźć rozwiązania dla interesujących nas problemów czy żeby zrozumieć otaczający nas świat najlepiej jak tylko możemy.
14.12.2022

SCHIZO POP - są tacy, którym się wydaje, że to, co robię jest chore. Moja sztuka i wszelkie moje wysiłki udokumentowania i upubliczniania tego, co myślę mają między innymi na celu dowiedzenie, że nie da się podsumować lub odebrać wartości temu, co robię, opatrując to jednym hasłem, sloganem, nazwą, diagnozą. To kultywowanie neuroróżnorodności, to naturalizm psychologiczny.
28.08.2022


scjentyzm - jestem m.in. “scjentystą”. Uważam, że to tylko rzetelne dochodzenia oparte na eksperymentach w prawdziwym świecie mogą odsłonić naturę rzeczywistości. Może się wydawać, że to zabawne stanowisko filozoficzne dla artysty. Większość oczekiwałaby jakiegoś post-modernistycznego hochsztaplerstwa zapewne... Jednak osobiście definiuję sztukę jako absolutną wolność myśli, która nie musi mieć z dochodzeniami prawdziwościowymi nic wspólnego. Sztuka nie musi mieć nic wspólnego z sensem, pięknem czy prawdą. Sztuka to osobiste wyzwolenie i całkowicie wolna kreacja, którą widz, jest w stanie (ma szczęście!) oglądać , czy czytać (percypować - najogólniej rzecz ujmując). Prawda to dla mnie zupełnie inna kategoria poznawcza... Generowanie sztuki nie musi mieć nic wspólnego z dochodzeniem czym jest otaczająca nas rzeczywistość.
09.10.2023

sunyata czy może bardziej spolszczona wersja "siunjata"... (co oferuje w tym temacie
Wikipedia: https://pl.wikipedia.org/wiki/Siunjata, https://en.wikipedia.org/wiki/%C5%9A%C5%ABnyat%C4%81) - to jedno z pojęć, które wywodzi się z filozofii buddyjskiej, którego znaczenie nie jest łatwe do uchwycenia, zwłaszcza dla kogoś kto ukształtował swoje rozumienie świata i sposób myślenia dorastając w kulturze zachodu. “Sunyata” oznacza brak esencji, pustość wszystkiego, to podkreślenie faktu, że nie ma nic trwałego. W odróżnieniu od kultury zachodniej gdzie cała filozofia, oparta jest na “esencji”, sunyata w filozofii buddyjskiej nie ma pejoratywnego wydźwięku, znaczenia. “Pustość” jest jedynie fundamentalną cechą umysłu i rzeczywistości. Podkreślić należy, że w filozofii buddyjskiej “sunyata” nie oznacza - “czystego nihilizmu”, w tym sensie, że nie kwestionuje się istnienia jako takiego, więc nie jest to sama “pustka” a jedynie właściwość, cecha rzeczywistości, w której zjawiska występują naprawdę, ale nie mają one trwałego charakteru (nie eternalizm).
Jest to niezwykle inspirujące i prawdziwe. Myślę, że wiele problemów psychologicznych, cierpienie, jednym słowem, to życie w iluzji, że wszystko, zawsze będzie tak samo, że są rzeczy trwałe i niezmienne. Jest to trudne do zaakceptowania bo wymaga to ciągłej adaptacji i uczenia się, przeuczania się, odpuszczania i nieprzywiązywania się. Może być to trudne do zaakceptowania w kulturze, w której wszystko, teoretycznie, opiera się na konkrecie, pewności, przewidywalności, w kulturze, w której prędzej będzie się zmuszać ludzi do zachowywania się w określony sposób, niż zakceptuje się fakt, że indywidualna psychika i dynamika społeczna to wielce chaotyczne zjawiska, które są zmienne i w dużym stopniu nieprzewidywalne. Mózg ma konkretną strukturę ale jest zmienny, struktura konektomu może zostać przekształcona, więc nie ma co przywiązywać się do niezmiennej wizji samego siebie, swojego selfu, do trwałej tożsamości...
W filozofii buddyjskiej ta refleksja nad nietrwałością prowadzi do konkluzji, prawdziwej, jak sądzę, że nieprzywiązywanie się do niczego, likwiduje psychologiczne cierpienie, które jest konsekwencją straty. Jest to nie tylko nie przywiązywanie się do materialnych aspektów rzeczywistości, jest to również nie przywiązywanie się do idei, co ma perfekcyjny sens epistemologiczny - jeśli coś nie jest zgodne z prawdą, z rzeczywistością, jeśli pojęcie lub model rzeczywistości nie daje żadnych prawdziwych przewidywań - należy go porzucić lub zmodyfikować.
Sunyata - to dobry koncept, to ciekawa idea, o ile nasze obserwacje i rozumowanie są słuszne, wydaje się prawdziwy i warty zapamiętania.
W kontekście mojej sztuki mogę przyznać, że to właśnie refleksje nad nietrwałością i nie przywiązywanie się do pomysłów, przyczyniły się do mojej większej elastyczności, produktywności i kreatywności. O niektórych pomysłach należy czasem, na chwilę choćby, zapomnieć aby sięgnąć po coś zupełnie nowego, aby wygenerować coś zaskakującego, żeby odnaleźć nowy wzorzec czy rozwiązanie problemu.
06.08.2023


szkiełkoza (glassosis) - w 2012 podczas realizowania “bloga rysunkowego Nr.4“ uświadomiłem sobie, że przeźroczystości, które do tej pory wykorzystywałem w swojej twórczości dość sporadczynie, są patentem doskonałym kiedy twoim priorytetem jest złożoność i przestrzenne bogactwo form. Wykorzystanie przeźroczystości było więc motywowane głównie chęcią zmieszczenia jak największej ilości informacji na papierze, na pojedynczej kartce papieru. Otworzyło to nową przestrzeń do eksploracji i umożliwiło mi wymyślenie wielu form, obiektów, o których prawdopodobnie nie pomyślałbym, gdybym myślał o solidnych, jednolitych, nieprzeźroczystych materiałach.
Po jakimś czasie funkcjonowania jako artysta w sieci uświadomiłem sobie, że takie formalne patenty rozchodzą się wśród innych artystów wiralowo, dlatego, obok określeń takich jak “transparentyzm”, “przeźrocza”, “pryzmaty” (pryzmaty mają dla mnie inne symboliczne znaczenia, patrz hasło - pryzmaty) zacząłem używać określenia “szkiełkoza", bo może to budzić skojarzenie z jakąś chorobą (podobnie używam określenia “pikseloza” określając tak obrazy artystów, którzy konstruują obrazy z pikseli)... Można też w tym kontekście pomyśleć o “memach” Richarda Dawkinsa, bo przeźroczystość wpisałaby się zapewne w definicję memu.
Miałem plan nadać tytuł “Szkiełkoza” wystawie, na której pokazałbym rysunki z “Bloga rysunkowego Nr.5“, niestety nigdy nie miałem okazji wystawiać tych prac. Najlepszymi egzemplarzami szkiełkozy są np. te rysunki:
https://lukeratz.com/blog_4.html
https://lukeratz.com/blog_5.html
https://lukeratz.com/from_imagination_2016.html
https://lukeratz.com/from_imagination_2019.html
18.12.2022

transhumanizm - ludzka natura jest ograniczona, ogranicza nas, definiuje i opisuje nas struktura naszych ciał. Podobnie fizyczne właściwości mózgu ograniczają to do jakiego stopnia jesteśmy w stanie zrozumieć otaczający nas wszechświat. Transhumanizm rozumiem jako nie godzenie się, na to by te fizyczne ograniczenia, które określa się mianem “ludzkiej natury”, dyktowały nam jak może wyglądać nasza przyszłość i to do jakiego stopnia jesteśmy wolni. Popieram wszelkie wysiłki i próby by udoskonalić ludzkie poznanie - takie jak wysiłki by stworzyć Sztuczną Inteligencję, popieram również wszelkie wysiłki tworzenia zaawansowanych interfejsów mózg-komputer, Augmented Reality itd.. Popieram również wszelkie odważne eksperymenty, które mają na celu wyeliminowanie genetycznych niedoskonałości czy ograniczeń za pomocą edycji genów (np. CRISPR-Cas9) oraz wszelkie wysiłki by zatrzymać lub cofnąć efekty starzenia się. Jednym słowem jestem za pełną jednostkową wolnością, którą niekiedy transhumaniści określają mianem “wolności morfologicznej”. Każdy powinien mieć wolność kształtowania siebie czyli uważam, że każdy powinien mieć wolność decydowania, co zrobi ze swoim ciałem.
Mój egzystencjalizm (czyli moja niezgoda na to jak wygląda życie ludzkie) jest jednak jeszcze bardziej radykalny i jestem przekonany, że ostateczną realizacją pełnej wolności jest posthumanizm. Czyli nie tylko uważam, że powinniśmy wykraczać poza naszą naturę, “rozszerzać” ją np przez integrowanie się z maszynami ale myślę również, że powinniśmy ją ostatecznie przekroczyć - czyli np. jeśli byłoby fizycznie możliwe przeniesienie indywidualnej świadomości (być może jedynie konektom wystarczy), bez zrywania ciągłości samo-świadomości (czyli bez uśmiercania selfu), do substratu innego niż ludzki mózg (bo gwarantowałoby to np o 1000 lat dłuższe zycie), uważam, że byłby to cel-rezultat niezwykle istotny, który mógłby pogłębić rozumienie rzeczywistości i w konsekwencji przyniósłby więcej wolności i szczęścia.
21.01.2023+22.01.2023

wirtualny hedonizm - wszystko można w wyobraźni i w wirtualności. Żadne zasady nie mogą tego regulować ponieważ prywatne doświadczenie, jednostkowa, indywidualna świadomość jest jedyną wolną “przestrzenią” - myślenie jest i powinno pozostać całkowicie autonomiczne. Ta niezależność stwarza możliwość zaistnienia kompletnej wolności i czegoś, co nazywam czasem “wirtualnym hedonizmem”- co oznacza - czerpanie przyjemności z nieskrępowanej eksploracji swojej wyobraźni (która ma wirtualny charakter) . To niemal to samo, co opisałem pod hasłem - psychonautyka, z akcentem położonym na przyjemność, “orgiastyczność” tego rodzaju doświadczenia.
30.04.2024

wyzwolona architektura - kolejne określenie dobrze oddające charakter moich rysunków i innch prac... Można też to nazwać np.“wolnomyślicielstwem geometrycznym”... Wyobraźnia ma charkater konstrukcyjny, więc te wszystkie zabawy w swobodne kojarzenie form w mojej wyobraźni lubię opatrywać zgrabnymi zbiorczymi określeniami, których w tym słowniku wymieniłem już kilka.... “Wyzwolona” bo nie ograniczona żadną konkretną funkcją, “architektura” bo są to konstrukty, bo mają konkretną strukturę, podobnie jak prokjekty architektoniczne... Architektura pasuje bardziej niż np. rzeźba bo ostatecznie niewiele z moich szkiców-projektów nabiera realnych kształtów. Architekt to ktoś kogo bardziej kojarzę z planowaniem niż z realizacją planu. Bardziej cenię sobie czysty koncept-reprezentację niż tegoż realizację, która zazwyczaj w dużym stopniu odbiega od założeń i planów.
28.12.2022

designed by Ratz